Adam Hrycaniuk, w polskiej koszykówce znany jako „Bestia”, zakończył zawodową karierę. Były reprezentant Polski przez lata był jedną z ważniejszych postaci Polskiej Ligi Koszykówki, a jego pożegnanie z parkietem przyszło po meczu o brązowy medal mistrzostw Polski, w którym AMW Arka Gdynia przegrała z Dzikami Warszawa 78:92, oddając rywalom pierwszy medal w historii ich klubu.
Jak podaje Polsat Sport, Hrycaniuk pożegnał się z koszykówką po 19 sezonach w barwach Arki Gdynia, licząc łącznie 20 lat spędzonych na parkietach Polskiej Ligi Koszykówki. Zakończenie kariery 42-letniego środkowego to zamknięcie jednego z najdłuższych i najbardziej utytułowanych rozdziałów w historii krajowego basketu.
Jak zaczynał Adam Hrycaniuk?
Adam Hrycaniuk urodził się 15 marca 1984 roku w Barlinku, dorastał w Myśliborzu, a koszykówkę zaczynał, jak wielu jego rówieśników, od podwórkowych gier na asfalcie. Wysoki chłopak trafił do zespołów młodzieżowych Spójni Stargard – klubu znanego w kraju ze szkolenia środkowych, z którego reprezentację Polski wywodzili się także Rafał Bigus, Wiktor Grudziński czy Paweł Leończyk.
W seniorskiej ekstraklasie zadebiutował 11 lutego 2003 roku w meczu ze Stalą Ostrów Wielkopolski, mając wówczas 18 lat. Ze Spójnią zdobył mistrzostwo Polski w kategorii U-15, brąz w U-18 i kolejny tytuł w U-20, ale gdy klub spadł z ekstraklasy, przyjął propozycję wyjazdu do Stanów Zjednoczonych.
Cztery sezony spędził w amerykańskich szkołach – Barton County, Trinity Valley Community College, a następnie na University of Cincinnati – zanim w 2008 roku wrócił do Polski. Zamiast do Górnika Wałbrzych czy na testy do Śląska Wrocław, trafił do Sopotu na zaproszenie trenera Tomasza Pacesasa, co otworzyło najbardziej owocny etap jego kariery klubowej.
Kariera na polskich parkietach
W Trójmieście, w barwach Prokomu Trefla Sopot, a później Asseco Prokomu Gdynia, Hrycaniuk spędził pięć sezonów, budując swoją markę fizycznego, bezkompromisowego gracza pod koszem. Najbardziej zapamiętał sezon 2009/10, gdy zespół z Woodsem, Loganem, Ewingiem i Zamojskim awansował do czołowej ósemki Euroligi, przegrywając w ćwierćfinale 1–3 z Olympiakosem Pireus – drużyną, która ostatecznie dotarła do finału.
Kolejny etap to Stelmet Zielona Góra (2013–2019), gdzie pod wodzą Andrzeja Adamka i Saso Filipovskiego zdobył kolejne tytuły mistrzowskie, w tym marsz przez play-offy w 2016 roku bez porażki. W trakcie tego okresu miał również epizod w hiszpańskiej lidze, występując w barwach Valencii Basket w 2013 roku. Ostatnim klubem w karierze Hrycaniuka była Arka Gdynia, w której grał od 2019 do 2026 roku, kończąc karierę po przegranej w rywalizacji o brąz z Dzikami Warszawa.
Łącznie na koncie środkowego z Barlinka jest siedem złotych medali mistrzostw Polski, jeden srebrny, a także dwukrotne zdobycie Pucharu Polski i Superpucharu Polski. Pod względem liczby występów w ekstraklasie – 657 – ustępuje jedynie obecnemu prezesowi PLK, Łukaszowi Koszarkowi (669), a w klasyfikacji zbiórek zajmuje drugie miejsce w historii (2900), tuż za Filipem Dylewiczem. W zestawieniu zbiórek w ataku Hrycaniuk jest liderem wszech czasów z wynikiem 1042. Więcej o historii mistrzowskich tytułów w polskiej lidze można przeczytać w tekście o tym, która drużyna ma najwięcej mistrzostw Polski.
Adam Hrycaniuk w reprezentacji Polski
Hrycaniuk był reprezentantem Polski przez ponad dekadę, rozgrywając w kadrze 137 spotkań i zdobywając 647 punktów. W XXI wieku więcej występów w biało-czerwonych barwach mają jedynie kapitanowie drużyny narodowej – Łukasz Koszarek (212), Mateusz Ponitka (190) i Adam Waczyński (149) oraz Michał Sokołowski (146).
W barwach narodowych wystąpił na trzech mistrzostwach Europy – w 2011, 2013 i 2017 roku – oraz na mistrzostwach świata w Chinach w 2019 roku, gdzie biało-czerwoni zajęli ósme miejsce. Jak wspominał na łamach Polsat Sport, szczególnie zapamiętał EuroBasket na Litwie, gdy reprezentacja – mimo osłabionego składu – pokonała wicemistrza świata Turcję oraz Portugalię i tylko przez porażkę z Wielką Brytanią nie awansowała z grupy.
Hrycaniuk podkreślał, że gra z orzełkiem na piersi była dla niego zawsze wielkim przeżyciem, niezależnie od tego, czy zaliczał lepsze, czy słabsze momenty w kadrze. Z rywali, z którymi rywalizował na międzynarodowych parkietach, wymieniał między innymi Marca Gasola, Serge’a Ibakę, Timofieja Mozgowa i Lukę Doncicia – nazwiska, które pokazują poziom, na jakim polski środkowy się ścierał podczas swojej kariery.
„Bestia” pod koszem
Przydomek „Bestia” przylgnął do Hrycaniuka jeszcze w czasach gry w Prokomie Treflu Sopot. Jak sam wyjaśniał, nadał mu go Amerykanin Ronnie Burrell, obawiający się ostrych, fizycznych starć na treningach, po których niejednemu partnerowi z zespołu – jak sam przyznawał – „przetrącił nos” albo doprowadził do rozcięcia łuku brwiowego.
Ten styl gry – bezkompromisowy, oparty na fizyczności pod tablicami – stał się jego znakiem rozpoznawczym na kolejne dwie dekady. Środkowy mierzący 206 centymetrów rzadko był liderem punktowym swoich zespołów, ale konsekwentnie wygrywał walkę o zbiórki i przestrzeń pod koszem, co przełożyło się na prowadzenie w historycznej klasyfikacji zbiórek w ataku PLK. Dla młodszych zawodników, jak sam zauważał, może być przykładem tego, jak utrzymać wysoki poziom sportowy przez wiele lat – podobnie jak inny polski środkowy, Marcin Gortat, który budował swoją markę w zupełnie innych realiach, na parkietach NBA.
Koniec kariery ważnej postaci polskiej koszykówki
Adam Hrycaniuk zamyka karierę jako jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w historii Polskiej Ligi Koszykówki – z siedmioma tytułami mistrza Polski, setkami występów w ekstraklasie i miejscem w czołówce klasyfikacji zbiórek wszech czasów. Jego droga od podwórkowego koszykarza z Barlinka, przez amerykańskie uczelnie, aż do reprezentacji Polski i europejskich pucharów, pokazuje długość i stabilność kariery zbudowanej na fizycznej, twardej grze pod koszem.
Ostatnim akcentem tej podróży była przegrana rywalizacja o brąz z Dzikami Warszawa – klubem, który dzięki temu triumfowi zdobył swój pierwszy medal mistrzostw Polski w dziewięcioletniej historii. Dla Hrycaniuka, który – jak przyznawał jeszcze przed decydującym meczem na łamach PLK.pl – nie miał w swojej kolekcji brązowego medalu, było to gorzkie, ale symboliczne zamknięcie długiej i bogatej kariery w polskiej koszykówce.