Iwo Baraniewski przegrał po raz pierwszy w zawodowej karierze. Na gali UFC 331 w Los Angeles Polak uległ Alonzo Menifieldowi niejednogłośną decyzją sędziów po pełnym trzyrundowym dystansie. Amerykanin wygrał mimo złamanego kciuka, którego wystającą kość pokazał wprost do kamery. Bilans Baraniewskiego to teraz 9-1-0.
Do tej pory Polak wchodził do UFC z buta, notując trzy szybkie zwycięstwa przez nokaut. W marcu na gali UFC w Londynie potrzebował zaledwie 28 sekund, by rozprawić się z rywalem, a w kolejnym występie wystarczyło mu 85 sekund, żeby mocno poobijać Juniora Tafę. Te efektowne wygrane sprawiły, że znalazł się na karcie głównej gali UFC 331 – więcej o drodze polskich zawodników do organizacji opisuje materiał o Polakach w UFC.
Menifield lepszy po pełnych trzech rundach
Tym razem walka po raz pierwszy w karierze Baraniewskiego potoczyła się na pełnym dystansie. Jego rywalem był 38-letni Menifield, związany z UFC od ośmiu lat. W pierwszej rundzie to Polak wyglądał lepiej – trafiał prawymi, zasypywał przeciwnika ciosami pod siatką i zaliczył obalenie, choć sam też krwawił z nosa. To właśnie wtedy Menifield złamał kciuk, ale zdecydował się kontynuować walkę.
W drugiej rundzie role się odwróciły. Baraniewski, nieprzyzwyczajony do tak długiego wysiłku w oktagonie, miał kłopoty kondycyjne i odsłaniał głowę pod ciosami, choć potrafił też kontrować. Kontuzjowana dłoń Menifielda wymagała dłuższej przerwy na opatrzenie między rundami.
Trzecia runda to już głównie klincz pod siatką – obaj zawodnicy byli mocno zmęczeni, a sędzia ringowy kilkukrotnie wznawiał walkę na środku oktagonu wobec braku aktywności. O werdykcie mogły zadecydować dwa-trzy trafienia Menifielda zadane na 10–15 sekund przed końcem walki. Ostatecznie dwóch sędziów wskazało na Amerykanina, jeden na Polaka. Warto śledzić też inne występy rodaków w organizacji, jak choćby niedawną walkę Mateusza Gamrota.
Źródło: Weszło